Czy Pokemon jest zły?

Można by pomyśleć, że posiadanie kawałka fenomenu Pokemonów byłoby jak posiadanie licencji na drukowanie pieniędzy. Ale sam fakt, że Warner Bros. miało wypuścić „Pokemon: The First Movie” 10 listopada nie był automatycznym powodem do radości w studio. Pokemon to rzecz dla dzieci, a rzeczy dla dzieci mogą się tak po prostu spieprzyć. Dodajmy do tego fakt, że szum wokół tego dubbingowanego, animowanego japońskiego importu jest tak kiepski, jak tylko szum może być. Możecie zrozumieć, dlaczego szefowie Warners byli zdenerwowani.

W ostatni poniedziałek rano disc jockey z Los Angeles ogłosił konkurs telefoniczny, w którym można było wygrać bilety na premierę filmu. Nagle centrala Warnerów zaczęła odbierać 70,000 telefonów na minutę. Wiadomość dotarła do odbiorców: Pokemon to wciąż potwór.

Na jak długo nikt nie wie. Ale jak wiele potworów, tworzy miarę strachu i paniki w jego następstwie. Zestaw zabaw jest tak samo zaciekle obsesyjny, jak wtedy, gdy szał po raz pierwszy uderzył w zeszłym roku. Szkoły wprowadzają zakazy, rodzice martwią się o uzależniające zachowania. A większość obserwatorów Pokemonów mówi po prostu, że nigdy nie widzieli czegoś takiego. „W historii przemysłu zabawkarskiego nigdy nie było hitu tak globalnego, tak multimedialnego, tak szybkiego i tak długotrwałego jak Pokemon” – mówi Sean McGowan, analityk przemysłu zabawkarskiego, dodając, że ani on, ani nikt inny nie rozumie, dlaczego tak się stało. Wiemy jednak, że – oceniając wyłącznie na podstawie liczb – jest to największe „cokolwiek-jest”, jakie kiedykolwiek widziano. Pokemon, stworzony przez Nintendo, pojawił się w Stanach Zjednoczonych w 1998 roku jako program telewizyjny i gry wideo. Od tego czasu program wyprzedził „Rugrats”, stając się programem dziecięcym nr 1 w telewizji, a Nintendo sprzedało 7 milionów gier – 5,5 miliona w ciągu ostatnich sześciu miesięcy; pięć najlepiej sprzedających się gier wideo to pięć gier Pokemon. Nintendo umieszcza całkowitą wartość detaliczną gier Pokemon, programu telewizyjnego, zabawek i kart na 1 miliard dolarów w tym kraju i 7 miliardów dolarów na całym świecie.

Ale sercem fenomenu Pokemon są karty handlowe. Gra karciana została wprowadzona w styczniu ubiegłego roku przez firmę o nazwie Wizards of the Coast, która twierdzi, że sprzedała ponad 2 miliony zestawów startowych o wartości 10 dolarów. Nikt nie wie, ile jeszcze dzieci nie gra w skomplikowaną grę, z jej różnymi punktami na kartach, ale po prostu zbiera karty. Niemal wszyscy zgadzają się, że to właśnie kolekcjonerstwo napędza całe to szaleństwo, a dzieci szukają wysoko i nisko niezwykle rzadkich kart. Nie wszystkie dzieci oglądają program telewizyjny lub grają w gry wideo. Ale większość dzieci, które interesują się Pokemonami, zbiera karty – nawet te, które nie grają w gry, można zobaczyć z segregatorami wypchanymi starannie ułożonymi wizerunkami Gengara, Bulbasaura i Pidgey’a. To właśnie te karty zostały zakazane w szkołach w całym kraju. Karty są przyczyną bójek i łez, gdy handel nimi idzie źle. Trudne do znalezienia karty dowodzą wszędzie od 100 do 400 dolarów na czarnym rynku Pokemon.

Zakazanie kart na terenie szkoły jest teraz bardziej regułą niż wyjątkiem. Dyrektorzy i nauczyciele mówią, że karty były uciążliwe do zniesienia. „Próbowaliśmy pozwolić dzieciom na to, staraliśmy się być otwarci”, powiedziała Jan Gardiner, dyrektorka St. James Episcopal School w Los Angeles, „ale dzieci właściwie kradły karty sobie nawzajem. Tak bardzo wciągały się w handel, że po przerwie kontynuowały go w klasie, gdzie nauczyciele musieli sędziować.” Niektórzy krytycy narzekają, że Pokemon przynosi brzydkie kwestie klasowe do szkół, z tymi, którzy mają, afiszując się swoją siłą nabywczą nad tymi, którzy nie mają.

Rodzice są bardziej podzieleni. Jedna matka porównała karty handlowe do narkotyków: „Dajesz im pierwszy hit, a oni chcą więcej”. A dwa miesiące temu w San Diego, dwaj rodzice złożyli pozew przeciwko Nintendo, twierdząc, że zbieranie kart i handel nimi stanowiły nielegalny hazard. Ale jest tak samo wielu rodziców głoszących ewangelię Pokemonów. Mitchell Garner z Ann Arbor, były prokurator okręgowy, którego 8-letnia córka, Kasia, posiada ponad 200 kart Pokemon, nie widzi nic złego w rodzaju handlu, jaki stosują dzieci podczas wymiany kart. Garner, który sam jest zapalonym kolekcjonerem monet i kart baseballowych, twierdzi, że jest to podobne do rozważań, które mają miejsce, gdy oskarżony zgadza się na przyznanie się do winy w zamian za zmniejszenie wyroku. Tak więc Pokemon najwyraźniej szkoli przyszłych prawników.

Albo maklerów giełdowych. Jeden siedmiolatek mówi: „Dostaję lepsze karty Pokemon, gdy inni przyjaciele są głupi”. Albo 4-latek, który potrafi wymienić imiona 150 postaci z Pokemonów, ale nadal nie jest do końca świadomy dni tygodnia. Ale o wiele bardziej powszechne są opowieści o niemal niesamowitej współpracy między rodzeństwem i przyjaciółmi. „Kolekcjonowanie to sprawa rodzinna” – mówi Bonnie Calandra, 41-letnia matka trójki dzieci z Oakland w Kalifornii. Rodzina przyznaje, że na początku dochodziło do bójek między dziećmi, „ale teraz pracujemy razem jak zespół”, mówi jej 9-letni syn, Troy. Zespół sprawdza ceny kart w Internecie, zbiera pieniądze na zakup zestawów boosterów w lokalnym sklepie i jak większość Pokemaniaków, starannie umieszcza każdą kartę w plastikowym segregatorze, gdzie karty są chronione, ale rzadko grane. I kiedy ich 8-letnia siostra Audrey straciła cenną kartę podczas handlu, jej bracia byli wściekli. „Po prostu nie chcieliśmy, żeby ktoś wykorzystał naszą siostrę” – mówi 13-letni Nick.

Większość władz, a nie kilka dzieci, zgadza się, że dopóki Pokemon nie trafi do szkoły, nie ma problemu. „Karty nie są nowe”, argumentuje Pamela Abrams, redaktor magazynu Child i matka dwóch chłopców, 5 i 12. „Zapewniają dzieciom sposób na czytanie i sortowanie oraz handel. Jest wiele analitycznego myślenia, które idzie do tworzenia kolekcji. Dzieci w przedziale wiekowym od 6 do 9 lat naprawdę lubią kategoryzować. Myślę, że jest prawdziwa korzyść z pozwolenia dzieciom na pasjonowanie się czymś. Myślę, że karty promują czytanie. Jeśli chcą czytać pudełka po płatkach śniadaniowych lub czasopisma lub komiksy lub karty, to świetnie.”

Anyway, prawdziwi eksperci, tj. rodzice, zaczynają podejrzewać, że cała rzecz jest na wane. A skąd oni to wiedzą? „Wiem”, mówi Nancy Seid z Los Angeles, matka dwójki dzieci, „ponieważ sama zaczynam się w to zagłębiać.”

.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.